lis
21
Jak się trenuje w USA
Listopad 21, 2010
Monitorując ringowe zmagania Mariusza Pudzianowskiego w mieszanych sztukach walki nie potrafię odpędzić od siebie myśli, jak w MMA jak wypadliby atleci, dla których walka na pięści i stopniowe punktowania oponenta prostymi czy podbródkowymi nie ograniczały się w przeszłości tylko do przepychanek barowych.
Rodzi się pytanie – z jakiej dyscypliny? Dżudocy stworzeni są do zwarć w parterze, lecz nie mają doświadczenia w wyprowadzaniu ciosów na głowę. Koszykarze, siatkarze czy piłkarze nożni też nie za zbytnio, bo wszyscy pamiętają jaką perspektywę do wymierzenia praworządności dostał Zinedine Zidane i w jak sensacyjny sposób ją roztrwonił. Zamiast pięścią w twarz, Francuz wycelował głową w brzuch. Ani to gustowne, ani efektywne. Nagle mnie oczarowało – Krzysztof Oliwa.
Hokej to sport dla prawdziwych facetów. Zwłaszcza w amerykańskiej lidze NHL. Im więcej posiadasz szwów na głowie, im więcej ran kłutych, ciętych i szarpanych na sobie, tym większym jesteś „kozakiem”. Jeśli utraciłeś podczas pojedynku zęba, lub dwa, wyzywająco szczerzysz się do kamery i pokazujesz, że cię to nie bierze. Gdy grasz w hokeja i zdajesz sobie sprawę, że istnieje ryzyko, że możesz dostać krążkiem lecącym grubo ponad 100 km/h w czaszkę nie ubierasz kasku. Bo jesteś „kozakiem”.
Kiedy na jednej z bokserskich imprez wydawanych w Polsce reporter telewizyjny dostrzegł zasiadającego w pierwszych rzędach Krzysztofa Oliwę, nie wahał się ani przez sekundę aby poprosić go o krótką rozmowę. Hokeista w telewizorze wyglądał, jak Frankenstein bez charakteryzacji. Mariusz Czerkawski to grzeczny chłopiec hokeja, natomiast Oliwa to Janusz Palikot, przed którym trzęsło się pół NHL. Okładaniem pięściami po czaszkach w dyscyplinie polegającej na wstrzeleniu krążka do bramki rywala Oliwa nie tylko wyrobił sobie renomę, ale przede wszystkim dorobił się milionów. Przy wzroście 196 cm oraz wadze 111 kilogramów, ze swoim doświadczeniem (a pamiętać należy, że efektywny był mając na nogach łyżwy) wróżyłbym mu nie byle jaką karierę.
Całe szczęście, że polski hokeista posiadał wiedzę, kiedy zakończyć swą hokejową przygodę. W rozgrywkach 2005/2006 w amerykańskiej NHL liczba bijatyk obniżyła się aż o 46% w porównaniu do poprzedniego sezonu. Gdyby Krzysztof Oliwa został w lidze, byłby „bezrobotny”.