Wybuchł nam w mieszkaniu ostatnio kurek. Po prostu odpadł od ściany i zalało moją kuchnię. Akcja ratunkowa ochroniła mikrofalówkę, ale reszta sprzętów – szuflady, blaty i ściany zostały w całości zalane wodą. To co nasiąka zwyczajnie było nie do wysuszenia i odratowania. W następstwie tego została podjęta od wieków już opóźniana decyzja o generalnym remoncie.
Od jakiegoś czasu odkładaliśmy z żoną kasę na ten cel, w związku z tym pozostało zaledwie wybranie odpowiednich sprzętów. Jako że zaczęło się wszystko od zlewu to na właśnie tym pierwotnie się skupiliśmy. Pierwotny sklep który odwiedziliśmy oferował zlewozmywaki narożne. Wydawałoby się, że zlewy kuchenne to bułka z masłem jeśli idzie o wybór (właściwie w związku z tym postanowiliśmy od tego zacząć).
Ponieważ nie czuję się osobą która zna się na wszystkim i wiem że niewiedza nie powinna być powodem do zażenowania, odczekałem w kolejce do konsultanta w sklepie i na niego zrzuciłem obciążenie pokazania odpowiedniego zlewozmywaka.

Ekspedient od razu poprowadził nas do działu naznaczonego jako „zlewozmywak granitowy„. Stwierdził, że niewątpliwie będziemy z takiego zlewozmywaka niezmiernie zadowoleni, ponieważ jest wybitnie szlachetny i gustowny. Gwarancja na taki zlewozmywak dostaje się nawet do piętnastu lat i nic nie może go uszkodzić. Nie jestem tego pewny, bo nie mam do tej pory pociech, ale dzieci mego kuzyna potrafią zdewastować cokolwiek.

A więc stanęło na zlewozmywaku granitowym takiej jak mówią renomowanej firmy, bo podróbki mogą spowodować uszkodzenie np. ręki i w ogóle samopoczucia. W głównej mierze z tego powodu że są czyszczone jakimiś dziwnymi chemikaliami, a te w następnej kolejności mają połączenie z garnkami i wodą, jaką się pije. Do zlewu dołączyliśmy młynek do przemielenia resztek z talerzy (naturalnie z solidnym wyłącznikiem).
Regeneracja kuchni idzie jak po grudzie, gdyż poza zlewem jest jeszcze do kupienia i dobrania mnóstwo innych rzeczy – zaczynając od kafelków na frontach kończąc.